Europejska Konferencja Integralna 2018

Maciej Gutkowski

Pobierz plik Pdf

Relacja z konferencji "Przyjaciele Ewolucji – III Międzynarodowa Konferencja Integralna 2018"

Kilka refleksji nad światem integralnym

Miejsce akcji: Hotel Azur nad jeziorem Balaton na Węgrzech. Ogromny kompleks konferencyjny położony nad malowniczym wybrzeżem; ponad 600 uczestników i 180 prezenterów, czyli naprawdę wielka impreza. Czas akcji 23.05 do 27.05.2018.  Dzień zaczynał się zazwyczaj serią kluczowych prezentacji w głównej Sali prowadzonych przez integralnych luminarzy tzw. key note presenters takich jak: Ken Wilber, Roger Walsh, Susanne Cook Greuter, Terry Paten i inni. Później następował „elevator pitch”, tj. ekspresowa prezentacja warsztatów mających się odbyć w danym dniu. Przez kilkadziesiąt sekund (tyle ile się zwykle jedzie windą) prowadzący warsztaty zaznajamiali widownię z treścią swoich zajęć w pigułce. Na tej podstawie można było dokonać wyboru zajęć, które trwały do wieczora. Po kolacji obywały się różne imprezy; tańce, wycieczki statkiem, gulasz party, muzyka na żywo. Działo się dużo i intensywnie. W ciągu pięciu dni odbyło się 147 warsztatów lub wykładów nie licząc kluczowych prezentacji, które miały charakter „plenarny”. Pogoda była wspaniała.

Zastanawiam się, jakie było moje najbardziej znaczące doświadczenie na IEC 2018 i trudno mi znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Spróbuje spisać swoje wrażenia z niektórych spotkań i warsztatów. Ale najpierw mały krok do tyłu. Opisując jakieś doświadczenie, mniej lub bardziej świadomie stosujemy różne kryteria, które powodują, że opowiadanie układa się w spójną całość, mającą określoną strukturę i osobisty charakter. Jakiś czas temu doznałem wglądu: jeśli jakaś rzecz nie istnieje w moim ciele, to jest ona nierealna. Sam nie wiem, kiedy to do mnie przyszło; może w trakcie sesji jogi, może na milondze, a może w trakcie medytacji. „Test ciała” dotyczy przede wszystkim przedmiotów mentalnych; jak myśli, uczucia i inne trudno uchwytne, subtelne stany psychiczne. Od tego dnia postanowiłem jeszcze bardziej zwracać uwagę na mowę własnego ciała, co jak wiadomo wymaga pewnych kompetencji medytacyjnych. Do Siofok jechałem z intencją, że słucham się tylko ciała. Poniższe impresje są jakby sprawozdaniem z tego dokąd ciągnęło mnie ciało i co do mnie mówiło. Niektóre z nich stały się pretekstem do głębszej refleksji. Nie wszystkie wydarzenia były dla mnie równie ważne, dlatego wiele z nich pominąłem w swoich relacjach. Na koniec mała próba podsumowania

Dzień 1

Oficjalne otwarcie

Otwarcia dokonali Bence Ganti i Barbara von Meibom, główi organizatorzy IEC.  Bence jest dyrektorem IEC i chyba najbardziej sprawczym integralistą w Europie. Od kilku lat organizuje europejskie konferencje integralne, założył własną akademię psychologiczną w Budapeszcie, jest twórcą autorskich metod grupowej psychoterapii. Bence - lat ok czterdziestu - ma „powerek”, wprost bije od niego sprawczość. Barbara von Meibom jest profesorem nauk politycznych i “duchowym nauczycielem”, ponadto zajmuje się  też rozwojem liderów. W ruchu integralnym jest postacią rozpoznawalną i powszechnie szanowaną.

Rozpoczęli od nuty pesymistycznej, stwierdzając, że żyjemy w trudnych czasach, i jednym z celów IEC jest znalezienie odpowiedzi na pytanie: „co robić?” Konkluzja była mniej więcej taka, że bez względu na formę, jaka przyjmą nasze działania, nie należy tracić fasonu. Trzy filary podtrzymujące  fason to:

  • Don’t  give up to regression - Nie poddawaj się regresji
  • Don’t be afraid – Nie bój się
  • Stimulate peace – Działaj na rzecz pokoju.

W tym prostym przesłaniu mocno zabrzmiał strach przed wojną, przynajmniej tak to odebrałem. Szczerze mówiąc możliwość zburzenia świata, jako realna opcja, dotarła do mnie chyba  pierwszy raz od podstawówki, czyli jakieś pół wieku do tyłu. Wtedy straszenie wojną było równie powszechne i politycznie skuteczne, jak dzisiaj straszenie uchodźcami.

Wilber - Life Streaming

(www.kenwilber.com)

Zaraz po oficjalnym otwarciu głos zabrał sam Ken Wilbera „na żywo” z Loftu w Denver. Wilber wypowiedział do nas swój wykład  „Religia - sojusznik czy wróg ewolucji?” jakby czytał z promptera. Naturalnie w jego przypadku, to było czytanie z mentalnego ekranu własnego umysłu, bez zająknięcia, bez mrugnięcia okiem. Ten perfekcjonizm miał cos z automatyzmu, coś sztucznego, wręcz nadludzkiego.

Przyznam, że wielokrotnie przysnąłem pomimo usilnych prób utrzymania mojej świadomości w stanie czuwania. Budziłem się przy wyliczaniu  kolejnych etapów rozwoju świadomości, ale do poziomu integralnego chyba nie dojechałem…[1] W 2010 po drugiej konferencji integralnej San Francisco „Enacting the Future” postawiłem publicznie pytanie: „Wilber – Pandit czy Guru?”[2]. Na tej konferencji bardzo mocno zabrzmiały głosy krytyki, nie tyle wobec filozofii integralnej, co wobec Wilbera, który zamyka się na akademicką dyskusję nad TI. Jeśli wtedy miałem jakieś wątpliwości, to po ośmiu latach, moje ciało zadecydowało za mnie – Wilber przeszedł z pozycji filozoficznych „na pozycje autorytarne”. Naturalnie określenia „guru” i „pandit” są tylko etykietami, których nie należy traktować dosłownie, chodzi mi o wyrażenie różnicy miedzy postawą otwartą i zamkniętą.

Tytułowe pytanie prezentacji „Religia – sojusznik czy wróg ewolucji?” jest pytaniem retorycznym; na gruncie TI religia jest sojusznikiem, pod warunkiem, że będzie miała charakter integralny. Integralny czyli zgodny z rozumieniem ewolucji przez Wilbera. Właśnie zamknięty charakter tego pytania jest moim zdaniem wyrazem pewnej ideologizacji, albo może skostnienia TI.  Każdy kto przeczytał przedwojenny podręcznik filozofii dla licealistów Kazimierza Ajdukiewicza „Kierunki i Zagadnienia Filozofii”, oraz np. „Sex, Ecology, Spirituality” Wilbera łatwo dojdzie do wniosku, że TI jest odmianą idealizmu obiektywnego, zabarwionego ewolucyjne. Generalnie rządzi Duch, albo „spirit-in-action”, jakby powiedział Wilber.

Nie polemizuję z tym stanowiskiem między innymi dlatego, że sam jestem jego zwolennikiem, natomiast sprzeciwiam się ignorowaniu konsekwencji przyjętych postulatów dla szerokiego dyskursu. Jednym z nich jest nieuniknione odrzucenie darwinistycznej interpretacji ewolucji, która tłumaczy rozwój życia doborem naturalnym i przetrwaniem najlepiej dostosowanych, jako jedynym mechanizmem ewolucji życia na ziemi. Nie ma tu żadnego pociągającego ducha, czy uniwersalnego „Erosa”, jak chce Wilber. Także powstanie bardziej złożonej struktury nie jest dowodem na kierunek ewolucji, a jedynie „eksperymentem”, którego zdolność przystosowawcza nie jest przesądzona. W długim czasie wygrywa lepiej przystosowany, a nie bardziej inteligentny/uduchowiony/złożony. Tak rozumiana ewolucja nie ma ani przyjaciół, ani wrogów. Nie można pogodzić Teorii Integralnej, rozumianej jako pewien światopogląd, z naukowym rozumieniem ewolucji na poziomie akademickim. Własnego światopoglądu można bronić na wiele sposobów; jednym z bardziej eleganckich to sugerowanie że wypowiadane hipotezy, to powszechny konsensus autorytetów - chwyt często stosowany przez Wilbera. Hipotezy, jakie by nie były, to nie prawdy niepodważalne, przynajmniej w nauce – to byłaby wewnętrzna sprzeczność. Zresztą Wilber wielokrotnie wypowiadał się przeciw mitologizacji w myśleniu, niestety mam wrażenie, że sam jej uległ. Dla Wilbera dogmatem stał się jego model rozwoju świadomości, stworzony przy pewnym współudziale Spiral Dynamics, który aspiruje do uniwersalnego prawa rozwoju człowieka. Za każdym razem, gdy próbuje wyjaśnić jakiś problem, zaczyna wyliczać stadia rozwoju świadomości niczym katarynka, albo tybetański młynek modlitewny, tak jakby monotonne powtarzanie zwiększało wartość poznawczą samego modelu. Nic dziwnego, że słuchacz zasypia. Powtarzam, nie jestem przeciwnikiem stanowiska Wilbera wobec ewolucji, natomiast nie mogę pogodzić się z zamknięciem się TI na konkurencyjne narracje.

Ostatnie kilkadziesiąt lat to wzrost zainteresowania problematyką ewolucyjną (bynajmniej nie pod wpływem Wilbera) w różnych dziedzinach nauki; zwłaszcza dużo dzieje się w antropologii  i psychologii ewolucyjnej. Tu pojawiły się bardzo ciekawe odkrycia i nowe, dobrze ugruntowane hipotezy. Wilber w ogóle ich nie widzi, albo odwraca głowę,  a szkoda, bo to w nich płynie główny nurt dyskursu, nie w TI. Chciałbym zwrócić uwagę na Johnatana Haidta[3] i Yuvala Harari[4], świetnych naukowców średniego pokolenia, który zajmują się również rozwojem człowieka z pozycji ewolucyjnych, ale dochodzą do innych niż Wilber wniosków. Np. Haidt podważa uniwersalny rzekomo model rozwoju moralnego Kohlberga, a także zupełnie inaczej patrzy na religię. W jego rozumieniu ewolucyjna wartość religii polega nie na instytucjonalizacji „duchowych odkryć” (jakby wywodził Wilber), tylko na systemowej zdolności religii do indukowania stanów psychicznych, służących wzmacnianiu wspólnoty i budowaniu  tożsamości jednostek. Waloryzuje to mitologiczne myślenie na każdym poziomie rozwoju, bo to zwiększa spoistość  grupy, wpływając tym samym na jej „ewolucyjną konkurencyjność” W świetle jego argumentacji również traci na znaczeniu rozróżnienie Wilbera na „inteligencję duchową” i doświadczenie duchowe, a to jest główna oś integralnej dialektyki.  Ale to inna dyskusja.

Zachęcam do lektury wymienionych powyżej naukowców, ponieważ nie wprost (bo w ogóle nie zauważają Wilbera) prowadzą polemikę z kluczowymi dla TI tezami. To ich wyklucza z kręgów podejrzanych o jakiekolwiek osobiste uprzedzenia wobec Wilbera. Warto  posłuchać pierwszoligowych graczy, którzy patrzą na ewolucję (także na rozwój struktur poznawczych) inaczej niż Wilber. Inaczej, co nie znaczy, że ich stanowiska są a priori sprzeczne z TI - nie! Po prostu naświetlają aspekty, które TI pozostawia w cieniu. Mam wrażenie, że Wilber  zatrzymał się w swojej refleksji nad ewolucją. Stworzył system tak piękny, że wydaje się doskonały, i to jest jego największa słabość. Tak jakby bał się już cokolwiek zmienić. Stan doskonałości to pułapka; w ewolucji nie ma czegoś takiego jak doskonałość, a piękno – no cóż przemija, w tym właśnie tkwi jego ewolucyjna wartość.

Pośrednio, potwierdzeniem moich odczuć był całkowity brak filozoficznej refleksji nad TI. Zero! Nie było żadnego warsztatu poświęconego TI per se. Pierwsze konferencje integralne w Kalifornii, w których brałem udział, były przepełnione refleksją nad poznawczą mocą TI. Pojawili się  integralni myśliciele, „drugiej generacji”, jak Esbjorn-Hargens, Zack Stein, Mark Edwards, Frank Viser, którzy starali się nawiązać filozoficzny dialog z pokrewnymi kierunkami i mieli ambicje otwarcia TI na dyskurs akademicki. Te nazwiska zupełnie zniknęły z integralnego firmamentu. Jak widzę kontem oka, pozostali na swoich macierzystych uczelniach (Zak Stein - Harvard), lub zajęli się aplikacjami TI w biznesie (Esbjorn-Hargens). ” Gdzie oni są? Ci wszyscy nasi integralni przyjaciele -ele-ele-ele-ele-ele. Zabrakło ich!”[5]

Diane Musho Hamilton “Evolving Wordlviews: The Zen of Our Shared Evolution. Big Process”

(www.dianemushohamilton.com)

Warsztat prowadzi boska Diane Hamilton. Po raz pierwszy spotkałem się z nią w 2005 w Boulder, gdzie brałem udział w kilkudniowym warsztacie zorganizowanym przez Instytut Integralny. Obecni byli wszyscy integralni luminarze: Wilber, Terry Patten, Bert Perlee, Roger Walsh i Dianne Hamilton. Z zawodu jest negocjatorką, psychoterapeutką i mistrzynią zen. Pamiętam jedną z wypowiedzi uczestników, który porównał ją do bogini Ateny. I coś w tym porównaniu trafnie ją charakteryzuje; jakieś posągowe piękno skrzyżowane z miękkością i poczuciem humoru. To wszystko składa się na charyzmę, przez co rozumiem emocjonalną atrakcyjność i siłę energetycznego oddziaływania. Później wielokrotnie przy różnych okazjach miałem przyjemność ją spotykać: za każdym razem to odczucie tylko się wzmacniało. Diane wyspecjalizowała się w prowadzeniu procesów grupowych np. „Big Mind” czy „3-2-1”. W Siofok zaprezentowała warsztat na temat wydobywania  czterech perspektyw/tożsamości: egocentrycznej, etnocentrycznej, światocentrycznej i kosmocentrycznej. Szczegółowy opis tego warsztatu znajdziecie w przypisie końcowym. [i] Założenie jest takie, że każdy z nas ma wiele aspektów tożsamości w zależności do punktu odniesienia, których często nawet nie jesteśmy świadomi. Natomiast, gdy skierujemy uwagę na jakiś tożsamościowy problem, to wywołuje to bardzo subtelne wrażenia w ciele, które są początkiem głębszej refleksji. Ważny jest przy tym społeczny kontekst tożsamość; w pełni objawia się zawsze w kontakcie z ludźmi, poprzez relacje. Całkowicie się to zgadza z obserwacją Zygmunta Baumana, jednego z najwybitniejszych współczesnych socjologów: „Nasze poczucie tożsamości –to jest odpowiedź na pytanie: ‘Kim jestem?’, a co ważniejsze ciągła szczerość odpowiedzi na to pytanie, jakakolwiek by ona była – może bowiem powstać tylko dzięki więzom łączącym jednostkę z innymi ludźmi i założeniu, że są one godne zaufania i długotrwałe”[6]

W tym sensie warsztat Diane to przerzucanie mostów pomiędzy LG kwadrantem (subiektywnym, indywidualnym) a LD – kulturowym. Jak chcesz dowiedzieć się kim jesteś, to musisz komuś opowiedzieć o sobie i posłuchać informacji zwrotnej. Siedzenie na poduszce medytacyjnej i łowienie myśli, to stanowczo za mało. Przełożenie osobistego „wglądu tożsamościowy” na relacje i strukturę, wymaga poszukania ciał, które podobnie rezonują, i stworzyć z nimi więzi. To jest istotna nauka z tego warsztatu, bo ludzie „duchowo rozbudzeni” często mają tendencję do „odlatywania”, czyli fantazjowania na temat tego kim są.[7] Relacja przynależności, czyli jej wymiar kulturowo społeczny, okazuje się kluczowym aspektem tożsamości. Na szczęście żyjemy w czasach, gdy relacja ta nie zależy od stanu lub klasy, w której się narodziliśmy. „Ród, naród, narodziny” – to etymologicznie korzenie tradycyjnie najważniejszych związków tożsamościowych. Dzisiaj  możemy wybierać wartości i towarzystwo ludzi, którzy je reprezentują.

Dzień 2

Susanne Cook-Greuter, Michael Nelson Doshin
Foo-Ling[8] Process. Laughing at ourselves: a self-reflective playful community process.

(www.verticaldevelopment.com)

Roshi Michael Nelson Doshin mógłby być jednym z bohaterów „Gwiezdny Wojen”, odpowiedzialnym za rozśmieszanie kosmonautów. W podróżach przez galaktyki kosmonauci po jakimś czasie tracą poczucie humoru, wymęczeni jałowością życia w przestrzeni kosmicznej. Gdy już naprawdę jest beznadziejnie, smutno i źle, wtedy na kolejnej stacji dosiada się Roshi Doshin. Wchodzi na pokład niczym potężny Boddhisatwa.  Ktoś, kto słyszał jak Roshi się śmieje, wie, że od tego śmiechu wszystko zaczyna się trząść i śmiać; można powiedzieć, że jest to śmiech leczniczo-transformujący, ma za zadanie „wytrząsnąć” chorobę, czyli pozbyć się swojej egocentrycznej tożsamości.  Chociaż na chwilę. Sekret tego lekarstwa leży w jego natężeniu; niekiedy to tylko subtelny uśmiech Buddy, a niekiedy to śmiercionośna kaskada, wyładowanie termojądrowe, które może całkowicie unicestwić smutnego kosmonautę.  Wyobrażam sobie, że na statku kosmicznym zachodzi taka właśnie „reakcja termojądrowa”. Spokojni i wyważeni kosmonauci, pod wpływem śmiechu Roshiego zaczynają się rozluźniać, potem rechotać, aby przejść do fazy „rozpuku” ( rozpuk – seppuku dla ego), niektórym wtedy  puszczają zwieracze, co niczym nie grozi, bo na statkach kosmicznych załoga gania w pampersach. Aż wreszcie zaczynają konać ze śmiechu; już są niezdolni do wykonywania regulaminowych zadań, puszczają stery, zrywają łącza i kompletnie zapominają o swojej misji, słowem tracą orientację, gubią kosmiczny adres. W przestrzeni kosmicznej zagubić kosmiczny adres –to nie są żarty. Dla obserwatora z zewnątrz sceneria wygląda wręcz groźnie: załoga chodzi po ścianach, a statek dryfuje w nieznane. I właśnie wtedy, kiedy zaczyna grozić katastrofa, Roshi urywa, milknie niczym dyrygent, który kończy symfonię. Zapada cisza. Wszystko powoli wraca do normy, albo raczej kompletnie ponad normę. Nagle okazuje się, że statek znajduje się na właściwym kursie, a  każdy członek załogi wie po co się urodził i dokąd zmierza. Mieliśmy wielkie szczęście, że w naszym rejsie,na statku kosmicznym „Planeta Ziemia” w departamencie integralnym nad jeziorem Balaton, A.D. 2018,  Roshi Doshin był z nami.

Warsztat Roshiego i Suzanne przypomniał nam, że umiejętność śmiechu  to ewolucyjnie wbudowane mechanizm transcendencji ego. Śmiech „tu i teraz” unieważnia wszystkie „tripy”, które składają się na egotyczne poczucie tożsamości. Egotyczna tożsamość obkurcza, śmiech uwalnia. W stanie śmiechu nie można stwierdzić żadnej tożsamości. No bo kto się śmieje? Maciej? Kto to jest Maciej, jaki Maciej, ha, ha, ha… Śmiech znaczy wolność, zbawienny dystans. Śmiać się z samego siebie, czy to nie jest najlepsza terapia? Gdzieś czytałem o mistrzach zen, którzy ryczeli na widok spadających z drzew liści, czyli śmiać się można ze wszystkiego. Podobno oświecenia objawiają się często wybuchem śmiechu… i płaczu, ale ten płacz to na pewno śmiech przez łzy. Płakał/płakała ze śmiechu! Dlaczego w słynnej matrycy Wilbera-Combsa[9] nie ma śmiechu, jako  piątego stanu naturalnego świadomości? Oficjalnie postuluję, aby poczucie humoru wprowadzić jako kolejną linię rozwojową (tzw. inteligencję wg. Gardnera) do modelu integralnego. Jesteście świadkami.

Warsztat zakończył się następującym ćwiczeniem. Ludzie chodzą po sali (a był ich tłum), gdy kogoś spotkają na swojej drodze, to najpierw nawiązują kontakt wzrokowy, a później grają mu/jej na nosie! Ta praktyka jest szczególnie ważna dla tych, którzy sprawy duchowe traktują śmiertelnie poważnie. Tu  zwracam się z prośbą do nas Polaków, nacji smutnej, poważnej, skurczonej wskutek różnych traum, do natychmiastowej implementacji tej techniki. Nasze kolektywne, etnocentryczne tożsamości to naprawdę narodowa tragedia. Popatrzcie na ciała naszych czołowych polityków, co one wyrażają! Te zaciśnięte szczęki i  zakleszczone pośladki, to musi doprowadzić do poważnej niestrawności, narodowego zatwardzenia. Nie dajmy się! Do broni!  Oto integralna misja na kraj, cichociemny desant na tyły wroga - poznasz go po zaciśniętych półdupkach, szczękościsku i złym spojrzeniu. Gdy na swojej drodze spotkasz wroga/wróżkę – zagraj mu/jej na nosie! Jak nie możesz zrobić tego otwartą dłonią (np. z obawy przed jej utratą, lub zakuciem w kajdanki), zrób to w wyobraźni. Najpierw intencja (np. oddychaj głęboko), później wizualizacja - zagranie na nosie, a na końcu szczery uśmiech. Do roboty!

Dzień 3

Brother David Steind-Rast - Integral Christianity and  Universal Spirituality

(www.gratefulness.org)

Brat David należy do tych postaci chrześcijaństwa, które można zestawić z Thomasem Mertonen, Willigisem Jaegerem, czy Thomas Keatingiem; wyróżnia ich otwarcie na kontemplacyjny wymiar religii i ciekawość innych  tradycji duchowych, szczególnie buddyzmu. Brat David ma już ponad 90 lat, ale nie ma nic w sobie z trzęsącego się starca; można powiedzieć wesoły staruszek, cały czas przytomny ze skrzącym spojrzeniem i czujnie nastawionym uchem. Jego speach to kolekcja aforyzmów, zdążyłem zapisać tylko kilka.

„Mistyk, to nie jakiś specjalny gatunek człowieka; raczej każdy człowiek to specjalny gatunek mistyka”

„Moralność to instrument do utrzymywania relacji ze świętością”

„Sercem każdej religii, jej najgłębszym sednem jest religia serca”

„Nie można zrozumieć życia, tak jak nie można zrozumieć muzyki”

„Religia etymologicznie znaczy ‘więź’, a duch to tchnienie życia (aliveness).”

„Kiedyś myślałem, że duchowe poszukiwania, to jak samotna podróż kajakiem, dzisiaj myślę, że to raczej jak chodzenie po wodzie”

Według brata Davida człowiek jest żywym misterium, które się manifestuje na 3 poziomach: poziom duchowy wielkie „Ja” (self), poziom osobowości - małe „ja” i „ego”. Ludzka egzystencja to ciągła gra i wymiana tych elementów. Gdy małe „ja” zapomina  o wielkim „Ja”, staje się „ego”. Ego jest rządzone przez strach,

Trzy najważniejsze pytania egzystencjalne:

Dlaczego ? Odpowiedź znajdziesz w głębi ciszy

Co? Świat , który wyłania się z ciszy

Jak? Przez praktykowanie miłości.

Najgłębszym wyrazem miłości jest wdzięczność. Jak praktykować wdzięczność?

  • Zatrzymaj się
  • Rozejrzyj się
  • Działaj!

Gdy słucha się brata Davida to od razu widać czego brakuje współczesnemu chrześcijaństwu, jako globalnemu systemowi religijnemu: poczucia humoru i otwarcia na misterium świata. Świat dla Kościoła to „ciągle strefa skażona” (profanum). Zamiast wytyczać granice dla ducha Kościół powinien je zacierać. Nie da się tego zrobić na gruncie obecnych dogmatów.

I najważniejsze: Brat David przypomina, że Chrześcijaństwo to religia miłości, o czym na szczęście nie zapomniał papież Franciszek. Choć jest spokrewnione z judaizmem i islamem, (bo są to również religie Księgi, czyli słowa objawionego), chrześcijaństwo odwołuje się do fundamentalnie innego doświadczenia. Buddyzm to religia milczenia, hinduizm to religia jogi, a chrześcijaństwo to religia czynu miłosnego. Brat David zachęca do zgłębiania własnych tradycji duchowych, bo dopiero na dużych głębokościach dociera się do źródeł uniwersalnej duchowości. Kopanie raz tu, raz tam to strata energii, “duchowa turystyka”.

Dzień 4

Sayalay Anuttara  - Words of Inspiration from a Buddhist Nun with Healthy Amber and Green

(www.humanemergence.nl)

Przybycie  Sayalay Anuttary zapowiadał kartonowy stand, ustawiony w holu hotelu. Ogolona głowa i tajemniczy uśmiech witał każdego, udającego się do restauracji. Napis pod zdjęciem obwieszczał miesięczne odosobnienie z mniszką z Burmy, co pozostawało w subtelnej sprzeczności z notką biograficzną zamieszczoną w oficjalnym programie, gdzie Sayalay była opisana jako „kobieta-mnich” (female-monk). Czy kobieta-mnich i mniszka to ta sama tożsamość? Mnie osobiście bardziej ujmuje kobieta-mnich; jest w tym określeniu jakiś dualizm, który mgliście sugeruje (obiecuje?), że w ciele Sayalay Anuttary mieszka i kobieta i mnich. A to zupełnie inna kombinacja.

Niestety ten event był już wysprzedany, jak informował Bence (dyrektor IEC), choć jednocześnie zachęcał do zbiórki pieniędzy na jego organizację, strasząc, że jak się nie uzbiera odpowiednia kwota, to trzeba będzie go odwołać. To był drugi punkt, który mnie zastanowił. Nawet przez chwilę pomyślałem, że może to Bence wszystko ukartował, żeby zawładnąć Sayalay. Event się nie może odbyć, bo nie ma kasy, a kobieta-mnich już jest na ziemi węgierskiej. Co będzie robić sama przez miesiąc? – ktoś musi się nią zająć, w domyśle - Bence. Moje podejrzenia tylko się wzmogły, gdy Bence przedstawiając Salaya Anuttarę, nawiązał do wspólnej medytacji, którą razem kiedyś odbyli. Po jej zakończeniu Sayalay miała zapytać Benca (cytuję): „Did you enjoy it?” Czy czujecie zmysłowość tego pytania?! W medytacji nie chodzi już o odcięcie zmysłów, koncentrację,  wyciszenie, mindfulness, chodzi o satysfakcję. Sama Anuttara tylko skromnie się uśmiechała okutana mnisimi szatami od stup do głów. Właśnie wtedy objawiła mi się jako orientalna księżniczka z „Baśni Tysiąca i Jednej Nocy”. Wtedy też zrozumiałem nieskończony romantyzm Orientu. Kontakt mężczyzny z kobietą, dopóki nie zostanie jego żoną, odbywa się tylko poprzez spojrzenie; dusza spotykała się z duszą. I tylko pulsowanie krwi w skroniach mogło by świadczyć, że nie są jeszcze w raju.

Następnego dnia  miałem sposobność  zajrzeć w okna duszy Sayalay. Szukałem w lobby spokojnego miejsca do siedzenia, i zupełnie przypadkowo natknąłem się na księżniczkę. Siedziała, pisząc coś na smartfonie, całkowicie oddana w tej czynności. Ale jak ona pisała! To nie było zwykłe pisanie, to było jak granie wirtuozerski na fortepianie. Usłyszałem pasaże, kaskady, crescenda, i to w odpowiedzi na tę muzykę, moje ciało zwróciło się z prośbą o możliwość zajęcia fotela obok. Księżniczka  uniosła wzrok znad klawiatury i nasze spojrzenia na ułamek sekundy spotkały się. Co ujrzałem? O ludzie! Ujrzałem gwiazdy, oceany, góry i lasy, słowem cały Wszechświat. Wyobrażacie sobie zaglądać w te oczy codziennie przez miesiąc w odosobnieniu?! Skutek łatwy do przewidzenia: totalne uzależnienie od Kosmosu! Po powrocie z takiej kosmicznej wyprawy musiałbym od razu udać się na kurację odwykową do Santorskiego lub Eichelbergera[10]. Może Budda miał rację gdy wykluczył kobiety ze stanu mnisiego? A może to już piąty zamach koła dharmy?[11]

Cała ta historia, wzorem bajek arabskich, musiała mi się chyba przyśnić, bo nazajutrz zaspałem na poranną medytację z Sayalay Anuttarą.

 

Lai Yde -  Use the Actor and Director’s Toolbox to Translate Integral Theories into Practice .

(www.humandirection.dk)

Na ten warsztat trafiłem trochę przypadkiem; nie miałem żadnych planów na popołudnie tego dnia, a teoria integralna w praktyce (jak sugerował tytuł warsztatu), to zawsze jest mała zagadka. Lai Ide jest duńskim aktorem, z którego tryskają wesołe iskierki. Na wstępie powiedział, że po skończeniu szkoły aktorskiej przez kilka lat czekał na telefon od Stevena Spilberga z informacją, że został wybrany do głównej roli w jego najnowszym filmie. Niestety zamiast Spilberga do Laia zadzwonił jakiś gość z firmy konsultingowej z propozycją zatrudnienia go w psychodramach do odgrywania roli wyrzucanego z pracy. Psychodramy były częścią treningów interpersonalnych dla menedżerów, którzy mieli się uczyć, jak zwalniać ludzi. Sam ze swojego doświadczenia wiem, że to jedna z najtrudniejszych menedżerskich umiejętności, jest nad czym pracować. Otóż, Lai zdał sobie szybko sprawę, że ludzie biznesu nie rozumieją mowy ciała, a w ciele zakodowana jest cała osobowość wraz ze światopoglądem; trzeba to tylko umieć rozszyfrować. Dobry aktor wie jak czytać człowieka i wejść w nim w subtelne związki na jego poziomie energetycznym. Nauczenie laików pewnych umiejętności aktorskich, ułatwia im życie, zwłaszcza gdy wywalanie ludzi z roboty odbywa się nie na scenie, a w realu. Lai nie zdradził, jak trafił na Teorią Integralną, w każdym razie, po kilku latach wypracował autorski warsztat, który opiera się na modelu Spiral Dynamics, ale wychodzi od instrumentarium aktora. Według tej aktorskiej wiedzy ludzkie ciało w ruchu charakteryzuje się:

  • Core emotion – emocja bazowa, każdy ma niepowtarzalną dominantę emocjonalną, swoistą aurę, która stanowi jego/jej energetyczny „trade mark”..
  • Tempo/Rhytm – ciało każdego ma charakterystyczny sposób ekspresji
  • Space – przez co rozumie otwartość na różne emocjonalne komunikaty
  • Power/Status – siła prezencji
  • Sub text – coś co emanuje z ciała poza wszelka kontrolą, jest jakby komunikatem z „cienia”
  • Dream/Fear – tego nie zapamiętałem, być może chodzi o zdolność kontroli swoich własnych stanów emocjonalno/mentalnych?

Bardzo przekonująco pokazał, podgrywając psychodramy, że każdy poziom/kolor SD jest reprezentowany przez pewien charakterystyczny zestaw emocji i zachowań. Było to zwłaszcza dobrze widać, gdy uczestnicy odgrywali memy pierwszego rzędu: czerwony, niebieski, pomarańczowy i zielony. Najbardziej podobało mi się podgrywanie czerwonych szefów, którzy rozmawiają ze swoimi podwładnymi.

- “Don’t fuck around with me! I will analyze shit out of you! I’ll even find your fucking kosmic address”.

Warsztat Laia ponownie zawrócił mnie do jednego z najczęściej zadawanych pytań na warsztatach wprowadzających do Spiral Dynamics: Jaka jest różnica między typem, a poziomem? Konwencjonalna odpowiedź jest taka, że typy są nieświadomym automatyzmem, pewnym ugruntowanym neurologicznie  sposobem procesowania informacji np. introwertyk/ekstrawertyk, kobieta/mężczyzna, różne typy NLP itd. Natomiast poziom to złożenie różnych linii rozwojowych, zmieniające się w zależności od tzw. „świadomości”. Aby określić poziom trzeba świadomego namysłu nad własna postawą; wyznawanymi wartościami, potrzebami, dążeniami itd. A to z kolei wymaga kompetencji poznawczych, które również zmieniają się w zależności od poziomu. Typ, jak zademonstrował Lai, jest stosunkowo łatwy do określenia, jeśli ma się odpowiednie narzędzia. Natomiast poziom wymaga wieloperspektywicznej analizy rozciągniętej w czasie, i często pracy terapeutycznej z „cieniem”, czyli nieuświadomionymi strukturami psychiki, które warunkują percepcję i wpływają na nawigację w świecie.Wilber wielokrotnie zwracał uwagę na rozróżnienie „how you walk your talk”, przez co chciał powiedzieć, że można „myśleć” (talk) na poziomie integralnym, ale mieć decyzyjny punkt ciężkości (walk) na innym poziomie.

Lai zademonstrował, że SD można stosować jako typologię, gdy analizuje się ekspresją ciała, która zazwyczaj dzieje się poza świadomością. Mamy tu ważną sugestię: z perspektywy behawioralnej nie można odróżnić poziomu od typu. Według TI należałoby przyjąć, że wraz z rozwojem świadomości, będzie następować zmiana subtelnych energii w ciele, ale czy tak jest faktyczne? Czy można rozpoznać „poziom integralny” po mowie ciała? Dobre pytanie. Tak zwani „dobrzy ludzie” mają zazwyczaj otwarte ciało, emanuje z nich jakieś wewnętrzne ciepło, mówi się, że mają „otwarte serce”. Zaliczają się do nich duchowi przywódcy, jak i niektóre gospodynie domowe. Według Maslowa za ten promienny uśmiech odpowiedzialne jest „doświadczenie szczytowe”. Stosując to intuicyjne kryterium od razu widać, kto jest kto. Jan Paweł II miał „to”, Benedykt XVI nie miał, Papież Franciszek ma „to”, a ksiądz Rydzyk na pewno nie. Ale czy wszyscy „dobrzy ludzie” są na poziomie integralnym? Co jest warunkiem koniecznym, a co wystarczającym, aby wejść na poziom integralny? I jak to rozpoznać w ćwiartce behawioralnej? Clare Graves – ojciec Spiral Dynamics, wspominał, że na poziomie integralnym[12] radykalnie zmniejszało się u badanych napięcie mięśniowe, co może wskazywać na zmniejszeniem poziomu egzystencjalnego lęku i większą otwartością na rzeczywistość. Doświadczenie szczytowe w ciele to nie jest tylko metafora. Jak się okazało, Lai Ide na innym warsztacie (gdzie był gościem) doprowadził kobietę do orgazmu; tu dotknął, tam dotknął i poruszył jej ducha. Nie widziałem, ale są wiarygodni świadkowie.

Symptomatyczna jest reakcja obecnych na IEC Polaków, zresztą podobnie jest, gdy opowiadam tę historię naszym etnicznym pobratymcom z poza integralnego kręgu. Spontaniczna reakcja jest prawie zawsze taka sama: facet to wszystko zaaranżował! Fake newsy, fałszywe orgazmy i brak zaufania do bliźniego. Wszystko to skutek niskiego poziomu kapitału społecznego - oto nasza rzeczywistość społeczna.

Moja interpretacja wydarzenia: integralny poziom poznaje się po zdolności do wywoływania orgazmów! Przez orgazm rozumiem nie tylko psychofizyczną ekstazę, ale erotyczną dyspozycję do życia. Orgazm może mieć wyraz subtelny, niech to będzie mały ruch świadomości, który objawia się błyskiem zrozumienia w oku, albo w uśmiechu; nie muszą temu towarzyszyć zaraz konwulsje. Seks z życiem, prowadzenie miłosnego tańca ze światem, tak sobie wyobrażam „przedział integralny”. Człowiek na poziomie integralnym tańczy!

27.05

Frederic Laloux - What is Required Now is Courage

(www.reinventingorganizations.com)

Fredric Laloux mieszka w stanie New York w jakim rodzaju komuny (wioski ekologicznej?), gdzie przeniósł się z rodzina z Belgii. Przesłał video nagrane specjalnie dla IEC. W świecie integralnym o Laloux zrobiło się głośno, po publikacji jego książki „Pracować Inaczej”[13], w której  wykorzystał model rozwoju świadomości Wilbera do badania rozwoju organizacji biznesowych. Laloux przeanalizował kilkadziesiąt organizacji, które wyróżnia 3 cechy: samozarządzanie, dążenie do rozwoju pracowników i poszukiwanie społecznej misji ewolucyjnej. Nowatorstwo tego podejścia polega na tym, że Laloux traktuje biznes jako część kultury, a jak wiadomo kultura ewoluuje. Ale jak ewoluuje?  Na to pytanie kompleksowo odpowiada model integralny Wilbera. Wybrane prze siebie organizacje Laloux sytuuje na poziomie „teal”[14], czyli w tzw. drugim przedziale. Na tym poziomie pojawia się ewolucyjna perspektywa, która rozumie poprzednie etapy rozwoju; z tego wywodzi się misja społeczna i dążenie do rozwoju pracowników. Teza Laloux jest dość kontrowersyjna, biorąc pod uwagę szczupłość materiału empirycznego, ale dobrze współbrzmi z duchem integralnym. Koncepcja „turkusowych organizacji” zaciekawia i prowokuje do pytań, zmusza wręcz do namysłu nad kulturą. I budzi tęsknotę za sensowną pracą.

Natomiast wystąpienie Laloux w Siofok, w moim przekonaniu, zdecydowanie wyszło poza turkus w kierunku ewolucyjnego science fiction. Rozpoczął bardzo konwencjonalnie od przypomnienia, że świat przestawia się z modelu mechanistycznego, na świat rozumiany, jako jeden wielki organizm, który składa się z nieskończonej ilości żywych i sztucznych systemów. Biznes w dużym stopniu oddziałuje na te systemy, stąd jego kulturotwórcza rola. Przy takim założeniu, kluczowym celem ludzkich działań ( w tym oczywiście biznesu) jest współdziałanie dla zdrowia całego systemu. Odkrywanie celu ewolucyjnego organizacji biznesowych, to ich najważniejsza misja. Jak odkryć cel ewolucyjny?  Słuchać aktywnie, zsynchronizować się ze „źródłem” (aligning with the source). Kto to ma zrobić? W każdej organizacji jest „człowiek wiedzący” (wiedźmin?), który ma dostęp do źródła. To nie musi być szef, często to pracownik na podrzędnym stanowisku, to on „widzi” co trzeba robić. „We do not need to design the future, just learn to listen and this will give you power. Feel the call!” Muszę przyznać, że zabrzmiało to wszystko bardzo ezoterycznie, nawet jak na mój wysoki próg tolerancji dla niekonwencjonalnego myślenia. Ale podzielam idealistyczny kierunek Laloux: w przyszłości każdy biznes będzie działał w szeroko pojętej „służbie zdrowia”, czyli na rzecz planety: win:win:win, jak mawia Don Beck. To trzecie „win”, to jest ekologiczna misja dla zdrowia społeczeństwa i środowiska naturalnego.

W tym miejscu chciałem przywołać moją krótką wymianę z Suzanne Cook- Greuter[15] na temat turkusowych organizacji w kontekście rozwoju świadomości liderów. Przyczynkiem do rozmowy była chęć wykorzystania narzędzia badawczego MAP[16], stworzonego przez Suzanne do badania rozwoju liderów. Suzanne podkreśliła, że trudno udowodnić związek pomiędzy „turkusowymi liderami”, tak jak ich opisuje Laloux, z modelem rozwoju świadomości Wilbera. To są raczej intuicje, skojarzenia i życzenia.  Ponadto zauważyła, że Laloux patrzy na rozwój organizacji z pozycji zachodnich, czyli bardzo indywidualistycznych. Podobnie argumentuje Johnatan Haidt, przestrzegając przed absolutyzacją modeli rozwojowych, które na Wschodzie nie działają, bo tam dominuje kultura socjocentryczna, gdzie najważniejsza jest lojalność i dobro wspólnoty. Konformizm jest „cnotą” i strukturą, a nie jakimś etapem w rozwoju moralnym, jakby chciał Kohlberg. To również wskazuje, że kulturowa perspektywa w rozumieniu rozwoju organizacji biznesowych wymaga bardzo dużej ostrożności.

Polskie tropy

Polska kolacja. Bardzo miło wspominam wieczorek zapoznawczy w lokalnej restauracji, gdzie większość integralnych Polaków (naliczyłem ich dziewiątkę) mogła się spotkać, przedstawić się i pogadać. Ku swojemu wielkiemu zmartwieniu dowiedziałem się od p. Ewy Białek o śmierci profesora Henryka Skolimowskiego. Profesor Skolimowski to wybitny polski filozof, twórca pojęcia „eko-filozofia”. Przez większość swojego życia pracował w różnych ośrodkach akademickich w Anglii i Stanach Zjednoczonych. Po 1989 r. wrócił do Polski, gdzie założył katedrę Ekologii na Politechnice Łódzkiej. Warto wspomnieć o nim w kontekście konferencji integralnej, ponieważ Skolimowski jest jednym z protoplastów filozofii integralnej, choć na „pozycjach integralnych” wylądował  idąc innymi drogami niż Wilber. Wilber wyszedł od tradycji  mistycznych wschodu, aby stworzyć wysoko skonceptualizowany model ewolucji o ambicjach naukowych. A Skolimowski najpierw zrobił doktorat z filozofii analitycznej na Oxfordzie, aby poprzez dogłębną krytykę tradycji racjonalizmu zachodniego dojść do „duchowości mistycznej”. Wszystkie idee, które składają się na model integralny są obecne w dziele profesora i to co najmniej o dekadę wcześniej zanim pojawiły się u Wilbera w dojrzałej postaci wraz z „Sex, Ecology, Spirituality” w 1995. Mam tu na myśli ewolucję, rozwój świadomości, samotranscendencję, jogę, rozważania metodologiczne, inteligencje wielorakie, mistycyzm, ekologię. Naturalnie poszczególne wątki są inaczej rozpracowane,  natomiast jestem pewien, że Wilber zgodziłby się ze wszystkimi postulatami Skolimowskiego i odwrotnie. Miałem kiedyś okazję zapytać profesora, co sądzi o Wilberze. Odpowiedział: „Panie Macieju, to są rzeczy znane, Wilber szybciej pisze niż myśli”. Odebrałem to stwierdzenie nie jako deprecjację Wilbera, ale jako wyraz pokrewnego światopoglądu. Jeśli ktoś uważa, że  filozofia integralna to oczywistość, to jest totalnym ignorantem, albo musi być na podobnym poziomie rozwoju duchowego. Idąc tym tropem, po powrocie z konferencji, sięgnąłem do jednej z najważniejszych książek Skolimowkiego z 1992 roku: „Living Philosophy. Eco-philosophy as a Tree of Life”[17]. Uderzyła mnie zbieżność tematów i argumentacji z Wilberem. Na stronie 187 czytamy „A zatem właściwe rozumienie świata, a zwłaszcza rozumienie świętości życia, zakłada naszą odpowiedzialność za to życie […] Im większy przyjmiemy zakres odpowiedzialności, tym więksi stajemy się jako ludzie. Jeśli nie przyjmujemy żadnej odpowiedzialności, nasze człowieczeństwo też jest żadne”. Czy to nie jest wyznanie stuprocentowego integralisty? Polecam książki profesora Skolimowskiego wszystkim poważnie interesującym się Teorią Integralną. Zamiast klepać „integralne pacierze” tj. wrzucać wszystko do kolorowych szufladek i później zastanawiać się, co każdy kolor znaczy, sięgnijcie do myśliciela, który również stworzył pokrewny system filozoficzny. Może nie jest, aż tak rozbudowany  jak TI, ale struktura założeniowa i wnioski są uderzająco podobne. W odróżnieniu do Wilbera lektura Skolimowskiego nie wymaga aż tak wielkiego skupienia; jest w nim mniej arogancji, a więcej żaru i swoistego romantyzmu. Bardzo ciekawe są jego rozważania na temat związków pomiędzy realizowanymi wartościami, a wyznawanym modelem kosmologicznym.  Skolimowski bada je poprzez trzy mity obecne w każdym człowieku Zachodu: mit prometejski (postęp), mit chrystologiczny (miłość) i mit faustowski (władza i użycie). To wszystko jest jakby uzupełnieniem Spiral Dynamics Integral, ale inaczej opowiedziane i moim zdaniem z większa głębią. W Polsce Skolimowski jest postacią raczej zapoznaną, uznaną jedynie w kręgach ekologów i ewolucyjnych romantyków. Jego książki są trudno dostępne po polsku; zdeterminowanym miłośnikom TI mogę wypożyczyć kilka tytułów za osobiście podpisanym rewersem. Natomiast większość najważniejszych książek jest po angielsku w Amazonie.

Było trzech polskich prezenterów, a raczej prezenterek na  IEC: Ewa Białek, Asia Pyrek i Magdalena Smieszek.

Ewa Białek (www.psychosynteza.pl) prowadziła warsztat nt. psychosyntezy. „Facilitation of the Leader and Organization Growth Proces Based on 12 Principles of Psychosynthesis” Niestety na warsztat Ewy nie trafiłem, ale zachęcam do zapoznania się z jej ogromnym dorobkiem naukowym i psychosyntezą. Twórcą psychosyntezy jest Robert Assaglioli, jego model rozwoju należy do nurtu psychologii transpersonalnej. Wilber w swoich pracach wielokrotnie powołuje się na Assagiolego, jako przykład modelu obejmującego duchowe aspekty osobowości.

Asia Pyrek jest podróżująca piosenkarką. Byłem na jej świetnym, energetycznym warsztacie „We Are Music”. Trzy warunki, aby uruchomić w sobie muzykę, tj. mieć kontakt ze swoim Duchem

  • Słuchaj
  • Słuchaj głosu
  • Słuchaj energii, którą przywołujesz.

Take Away Message:

  • Muzyka jest łatwa
  • Muzyka to kontakt z Duchem
  • Nie śpiewaj, tylko mów

Magdalena Smieszek jest specjalistka od praw człowieka, naukowcem i aktywistką. Pracowała 10 lat w ONZ, gdzie zajmowała się pomocą humanitarną. Jej wykład „Human Consciousness and the Integral Evolution of Human Rights” był dla mnie przykładem topowej anglosaskiej prezentacji. (Magdalena jest Kanadyjką polskiego pochodzenia). Kluczową tezą jej prezentacji, jest to, że już sama filozoficzna dyskusja  nad problematyką praw człowieka prowadzi do pytań o modele rozwoju świadomości.  Bywałem na wielu wykładach  różnych anglosaskich gwiazd jak np. Kotler, Cialdini, Goleman. Zawsze uderzała mnie przemyślana choreografia, dowcip, synchronizacja z ekranem, pełna kontrola nad widownią i własnymi emocjami, klarowność wywodu, dobór odpowiedniej metaforyki, trafiające wizualizacje. Słowem profesjonalizm. Tak też odebrałem jej prezentację. Chciałbym, żeby Magdalena została polskim Rzecznikiem Praw Obywatelskich po wygaśnięciu kadencji Bodnara. Period.

Podsumowanie

Pisząc tę relację zacząłem się zastanawiać czym dzisiaj stał się ruch integralny.  Najbardziej ogólna odpowiedź, jaka mi się nasunęła po konferencji to, że jest społecznością, zorientowana na wymianę najlepszych „praktyk integralnych” i na wspólnotowe doświadczenie bycia razem. Model integralny Wilbera jest tylko ogólną ramą orientacyjną, dostarczających podstawowych pojęć. Bardzo wielu uczestników znało Wilbera tylko ze słyszenia, przyciągnęła ich raczej integralna atmosfera niż idea. Najczęściej, gdy rozmawia się z integralnymi  na jakiś temat, szybko zaczyna się grypsowanie kolorami, rzadziej  kwadrantami. To nadaje delikatny ton ekskluzywizmu, złośliwi dyletanci powiedzieliby, że to sekciarstwo. Nie mam nic przeciwko integralnej sekcie pod warunkiem, że jej celem będzie przejęcie władzy nad światem. Z tym jest gorzej. Sprawczość rozumiana, jako zdolność, do tworzenia trwałych struktur, to nie jest mocną strona ruchu integralnego. W Stanach nawet nie organizuje się już integralnych konferencji, stąd być może duża liczba Amerykanów na IEC w tym roku. Jak wygląda ruch integralny w Polsce sami wiecie: rozproszone jednostki, patrzące na siebie z pode łba.

Nota bene, marksizm, zanim stał się wielkim ruchem społecznym, był niczym więcej jak romantyczną sektą filozofów, którzy próbowali interpretować  świat w oparciu o ewolucyjny model rozwoju społeczeństwa, któremu przypisywali walor prawa naturalnego. Czy to nie brzmi znajomo?  Interpretować po to by zmieniać, to były zadania dla progresywnej filozofii. Skąd my to znamy? Ta sekta powstała na fali kontrkultury tj. Wiosny Ludów w 1848 roku, która była odpowiednikiem rewolucji hipisowskiej lat 60tych. W obu przypadkach zainteresowanie przemianą świadomości i szczytne ideały weszły do głównego nurtu refleksji za sprawą wybitnych myślicieli i artystów. Jak to się stało, że filozof i fabrykant (Marks i Engels), zapoczątkowali kulturotwórczy ferment, który w XX doprowadził do rewolucji komunistycznej w Rosji i w Chinach? Odpowiedź jest bardzo prosta: filozofia, a później ideologia marksistowska zdołały uruchomić wyobraźnię milionów ludzi, którzy poczuli, że ewolucja jest po stronie ich potrzeb i interesów. Zostali więc jej przyjaciółmi, bo prąd wznoszący nadał ich życiu kierunek . Sprawczość idei mierzy się potencjałem zmiany percepcji i zachowania; tzw. uruchomienie wyobraźni to nic innego, jak zdolność do przeprowadzenia eksperymentu myślowego, który skutkuje zmianą w rozumieniu rzeczywistości oraz  transformacją na poziomie emocji i motywacji.

Nie zaszliśmy jeszcze tak daleko. Na razie to ciągle faza „burzy i naporu”, ale jesteśmy na właściwym torze. Integralnych postrzegam, jako romantyków i idealistów, którzy próbują zaszczepić ducha ewolucji, czyli otworzyć oczy na możliwości rozwoju i zobaczyć problemy, które dopiero w perspektywie ewolucyjnej nabierają pełnej ostrości. Patrząc na zawody prezenterów biorących udział w ICE widać, że największym potencjałem ewolucyjnym integralnych jest szeroko pojęta edukacja liderów. Naliczyłem 196 prezenterów[18], łącznie z key note presenters, których można wyodrębnić w następujące kategorie:

  • Biznesowi coachowie i liderzy różnych projektów biznesowych o profilu integralnym - 56
  • Nieakademicka edukacja integralna - 19
  • Akademicka edukacja - 26
  • Coaching skierowany do innych grup niż biznesmani - 22
  • Duchowość: szamani i terapeuci o profilu ezoterycznym - 19
  • Sztuka - 13
  • Działacze społeczni o profilu integralnym - 8
  • Pozostali: pisarze, filozofowie, entuzjaści, praktycy - 33

Edukacja liderów to być może najlepsza strategia na dziś. Niedoścignionym ideałem może być tu misja Jezuitów, którzy  w swoim czasie postawili również na edukację elit z bardzo dobrym skutkiem. Czy integralny coach, pracujący z potężnym CEO, nie jest odpowiednikiem  królewskiego spowiednika? Bez przesady. Nie mamy papieża, ani zakonu, co zdecydowanie utrudnia drogę do „koronowanych liderów”, ani nie jesteśmy ruchem misyjnym.  Z drugiej strony jestem pewien, że „integralny duszpasterz” ma więcej do zaoferowania swojemu klientowi niż jezuicki spowiednik. Ten, co najwyżej prowadzi swojego penitenta do zbawienia, a integralny coach musi myśleć o „zbawieniu całej planety”, jeśli nie kosmosu. Innymi słowy: jak dotrzeć do pierwszoligowych liderów - oto jest pytanie? Ale właśnie, jakie to pytanie, czy potrzebny jest może lepszy marketing? Nie sądzę, żeby to była kwestia marketingu. Liderzy z potencjałem zawsze poszukują kreatywnych rozwiązań i są otwarci na nowe idee, sami się zgłoszą, jak tylko będą wiedzieli gdzie. Po prostu trzeba robić swoje, tj. rozwijać Teorię Integralną na różnych polach. Widzę dwa podstawowe kierunki jej rozwoju: wymiar filozoficzno-naukowy i duchowo-psychoterapeutyczny.

Wymiar duchowo-terapeutyczny zdecydowanie przeważa. Formuła jaka ustaliła się na integralnych konferencjach w Europie można scharakteryzować jako wielki zlot  ludzi zainspirowanych Teorią Integralną (nawet jeśli jej nie znają, albo znają pobieżnie), którzy przyjeżdżają, aby wymienić się różnymi integralnymi praktykami i pobyć  razem przez kilka długich dni.  Na konferencji było dużo działań wspólnotowych zorientowanych na głęboką integrację, zwłaszcza mocnym doświadczeniem był „Integral Flow Experience” autorstwa Bence Ganti. Ale było  wiele innych eventów i warsztatów interaktywnych o charakterze procesu. Osobiście nie uczestniczyłem w Integral Flow, ponieważ znam tę metodę z przed dwu lat. Integral Flow jest połączeniem ustawień rodzinnych Berta Hellingera z jakimś rodzajem transowo/medytacyjnego chodzonego obrzędu. Ludzie spacerują po sali i obserwują do kogo, albo w którą stronę świata ich „ciągnie”. Jak kogoś spotkają, kto „rezonuje” z ich energiami, to subtelnie się ze sobą komunikują poprzez spojrzenie, dotyk, mimikę, natężenie uwagi. Nad przebiegiem procesu czuwają „facylitatorzy”, a nad nimi, niczym plemienny szaman czuwa  Bence Ganti, który w uniesieniu przekazuje polecenia „z góry”.  Na koniec następuje katharsis  - potężne emocjonalne wyładowanie, co manifestuje się skokiem w „obłapkę”, szczerymi łzami i powszechnym zbrataniem. Po kilku intensywnych godzinach ludzie opuszczają salę rozluźnieni, ze świecącymi oczami. Warto było przyjechać dla tych świecących oczu i otwartych serc. Większość uczestników podąża jakąś duchową ścieżką, co niesłychanie ułatwia komunikację; od razu się wchodzi na głęboki poziom wymiany, bo jest bezpieczeństwo i uwaga. Przebywanie w takim polu przez kilka dni jest bardzo wzmacniające i inspirujące; spotyka się mnóstwo wspaniałych ludzi, do głowy przychodzą świeże pomysły.

Natomiast nawet najbardziej ekstatyczne rytuały i komunikacja z poziomu transpersonalnego nie zastąpią rzetelnej pracy koncepcyjnej. W marcu br. brałem udział w zgromadzeniu „Forum Europe – Walking in Unity”[19] wraz z Bencem Ganti, Barbarą von Meibom, (czyli głównymi organizatorami IEC) oraz z Thomasem Steiningerem, Anetą Keiser i innymi czołowymi europejskimi integralnymi aktywistami. Celem tej integralnej inicjatywy było zastanowienie się jak uleczyć Europę. Było mnóstwo wspólnego śpiewania i rytuałów, ale przez trzy dni nie mogłem się dowiedzieć na co choruje Europa, jak ją leczyć, kto jest konkretnie pacjentem i kiedy ma przyjść na kontrolę. Skończyło się tym, że grupa inicjatywna „Forum Europe” organizuje uzdrawiający marsz w… Szwajcarii. Uczestnicy będą wędrować  po wyznaczonej trasie od wsi do wsi i rozmawiać o Europie z lokalsami. Maszerując w tym kierunku, a raczej spacerując (biorąc pod uwagę średni wiek uczestników) ruch integralny nieuchronnie będzie się samomarginalizował. Maximum tego, co można osiągnąć na tej drodze to zbudowanie luźnych form współpracy, której głównym celem jest detoks od zglobalizowanego i skomercjalizowanego świata, dla wrażliwych i poszukujących ludzi. Odróżnienie integralnych od niuejdżowskich sekciarzy będzie raczej trudne. Jeśli ktoś chce doświadczyć pokrewnych form uczestnictwa i zobaczyć jakie jeszcze mogą przybierać kształty, zachęcam do zaznajomienia się z Thomasem Hublem i jego globalną już działalnością.[20] Hubel  określa siebie jako  „duchowy nauczyciel”, jego specjalność to mistyka w społeczeństwie konsumpcyjnym (mystic in the market place). Hubel jest dobrym punktem odniesienia, ponieważ działa w oparciu o model integralny, jest jakby jego strikte „duchową aplikacją”; proponuje „nowoczesny mistycyzm”, oparty na kompetencjach i wiedzy. Przyjaźni się z Wilberem i często się na niego powołuje. Bardzo wielu integralnych luminarzy uczestniczy w imprezach Hubla, on sam był na poprzedniej integralnej konferencji w 2016, z zawodu jest terapeutą traumy. [ii]

Misja duchowo-terapeutyczna dzisiaj najwyraźniej ciągnie ruch integralny do przodu. Jeśli nawet czasem przybiera formy sekciarskie i ezoteryczne z gatunku pre-trans, to kreuje środowisko przyjazne różnym eksperymentom duchowym. W tym upatruję jego największą wartość.  Jest miejscem spotkań ludzi, dla których rozwój duchowy jest poszukiwaniem własnej misji życiowej i autentycznej tożsamości.  Śledzę ruch integralny od 15 lat, uczestnicząc w bardzo wielu konferencjach i spotkaniach; obserwuję, że powoli wyłania się specyficzna mentalność  i integralna kultura, spuentowana przez Wilbera: „wake up, grow up, clean up, show up”. Niestety rewersem jest ograniczona kompatybilność z głównymi nurtami refleksji w filozofii, socjologii, ale także w bardziej praktycznych dziedzinach takich jak polityka, czy nawet psychologia kliniczna. Nie wydaje mi się, żeby Teoria Integralna mogła wejść do głównego nurtu , bo najpierw musiałyby powstać elity integralne, zdolne nawiązać dialog z najważniejszymi dyskursami współczesności.  Nie zanosi się na to, wręcz przeciwnie widzę regres w stosunku do tego, co było 10 lat temu. Jak już wspominałem na konferencji w Siofok nie było żadnego bloku poświęconego Teorii Integralnej w perspektywie filozoficznej, czy jakiejkolwiek innej (np. psychologicznej), ale z udziałem „peer comunity”.

Przy czym TI teoria dysponuje modelem AQAL[21], światopoglądowo neutralnym narzędziem meta-metodologicznym, pozwalającym na analizowanie skomplikowanych zjawisk z różnych sfer rzeczywistości. AQAL można określić jako otwartą matrycę interpretacyjną , która genialnie łączy wymiary rzeczywistości z właściwymi dla nich metodologiami badawczymi i liniami rozwojowymi. Stosując AQAL można tworzyć bardzo subtelne mapy, ale wymaga to pewnego wysiłku intelektualnego. Większość ze znanych mi integrales nie zna AQAL, albo zna go tylko bardzo powierzchownie. Bez AQAL Teoria Integralna jest tylko luźnym zbiorem teoretycznych postulatów. Na każdej integralnej konferencji tego kalibru powinien być warsztat poświęcony AQAL i jego aplikacjom. Bez zrozumienia AQAL, trudno też należycie ocenić wymiar ewolucyjny TI; jej piękno i moc (tj. właśnie zdolność do uruchamiania wyobraźni) objawia się dopiero na pewnym poziomie refleksji. Na gruncie AQAL można prowadzić dyskusje z każdą dziedziną nauki i humanistyki, zwłaszcza, że są już setki praktycznych i teoretycznych przykładów wykorzystania AQAL. Dlaczego tak się nie dzieje? Nie było  żadnego ze znanych mi naukowców zainspirowanych teorią integralną, którzy mogliby się podzielić swoimi doświadczeniami intelektualnymi. Nie wiem, czy to efekt wypadnięcia Wilbera z szerokiego dyskursu, czy być może to już rozłam ruchu integralnego na część filozoficzną i „spirytualną”, skutkująca opuszczeniem pokładu przez filozofów. Byłaby to niepowetowana strata. Na jednym silniku, tak jak na jednym skrzydle, daleko nie ulecimy.

Ale trzeba być optymistą. Świat wszedł w fazę ostrej nierównowagi. Sztuczne systemy wytworzone przez człowieka zdobyły przewagę nad systemami naturalnymi wytworzonymi przez miliardy lat ewolucji, a w nich zaczyna rządzić SI - sztuczna inteligencja. Globalna cywilizacja społeczeństwa sieci przyspiesza cyborgizację; ludzki cyborg pracujący dla „Systemu” to nie science fiction, to fakt. To, co zaledwie 20 lat temu było artystyczną fantazją genialnie przedstawioną w filmie „Matrix”, stało się rzeczywistością. Po co cyborgowi samoświadomość, skoro jest coraz przyjemniej bez niej? Budda nauczał, że droga do wyzwolenia od cierpienia ludzkiej egzystencji wiedzie poprzez całkowite wyrzeczenie się pożądań. A współczesna cywilizacja obiecuje całkiem realnie, że cierpienia znikną, gdy będziemy mogli zaspokoić wszystkie potrzeby. Katalog ludzkich potrzeb/pożądań jest imponujący, ale nie nieskończony, wystarczy odpowiednio sformatować mózg i wszystko da się zrobić. Wiele wskazuje, że największym wyzwaniem dla elit homo sapiens w nadchodzących dekadach  będzie obrona człowieka, jako istoty duchowej, przeciw człowiekowi, który jest już tylko kupą biochemicznych algorytmów, sprzężonych z krzemowymi algorytmami SI. Rozmontowanie SI, (a raczej samo rozmontowanie), już dziś jest niewyobrażalne, ale być może  Homo Sapiens Integral, stanie się jedną z ewolucyjnych opcji. O ile przetrwa.

Wilber pozostanie dla mnie filozofem, który wywarł największy wpływ na moje życie i stał się punktem odniesienia dla nowej wiedzy. Gdy czytam nowych autorów, mających zmysł syntezy i ogląd całości, zawsze zastanawiam się co by na to powiedział Wilber. Ponadto otworzył mnie na różne ważne pytania i nauczył myśleć ewolucyjnie; przekonał mnie, że warto pracować nad sobą w „różnych liniach” rozwojowych tj. uzmysłowił mi różne wymiary istnienia. Jeżdżę na integralne konferencje po to żeby nasycić ducha integralnym erosem i sprawdzić ile Kena jest w Macieju. Mimowolna drzemka na jego wprowadzającym wykładzie być może jest sygnałem, że mój organizm osiągnął już maksimum integralnej wydolności. Sprawdzimy to za dwa lata.


[1] Wg. modelu Wilbera świadomość rozwija się poprzez następujące stadia: archaiczny, magiczny, mityczny, racjonalny, pluralistyczny, integralny, holistyczny. W literaturze integralnej można spotkać też i inne rozróżnienia. Przyp. MG

[2] Moja prezentacja w Gdańsku na SPINie w 2010. Hinduski termin „pandit” oznacza uczonego, w angielszczyźnie funkcjonuje jako uczony-mędrzec.

[3] Johnatan Haidt, Prawy umysł. Dlaczego dobrych ludzi dzieli religia i polityka?, Smak Słowa 2014

[4] Youval Harari, Homo deus. Krótka historia jutra, Wydawnictwo Literackie 2018

[5] Parafraza fragmentu znanej piosenki zespołu Republika Biała Flaga.

[6] Zygmunt Bauman, Tożsamość, Gdańsk 2007

[7] Tu  pojawia się właściwy kontekst do zajęcia się wątkiem „duchowego baipasu”

[8] Termin Foo-ling stanowi ironiczna grę słów na bazie czasownika „to fool”, wygłupiać się, nabierać kogoś.

[9] Zestawienie rozwoju struktur świadomości z naturalnymi stanami świadomości, których wg. Wilbera jest cztery: świadomość świata materialnego,  świadomość subtelna (różne stany psychiczne), świadomość świadka i świadomość niedualna - przyp. MG

[10] Znani warszawscy psychoterapeuci z buddyjską praktyką w tle.

[11] Aluzja do przedostatniej książki Wilbera The Forth Turning, postulującej integralną ewolucję buddyzmu.

[12] Graves nie używał tego terminu, poziom integralny  wg. jego nomenklatury  to byłyby tzw. drugi przedział (second tier) – przyp. MG

[13] Frederic Laloux, Pracować inaczej, Studio Emka 2015

[14] Poziom „teal” został błędnie przetłumaczony jako turkusowy. Wg. modelu Wilbera poziom „turkusowy” jest nad morskim (teal) – przypis MG

[15] Suzanne Cook-Greuter – psycholog rozwojowy, uczona, jest specjalistką od rozwoju liderów.

[16] http://www.cook-greuter.com/SCTi-MAPForm.htm

[17] Przetłumaczona na polski pod trochę koślawo brzmiącym tytułem Filozofia Żyjąca. Ekofilozofia, jako drzewo życia. Pusty Obłok 1992

[18] Na podstawie oficjalnego programu konferencji – przypis MG

[19] http://co-creating-europe.eu/activities/

[20] www.thomashuebl.com

[21] AQAL jest skrótem od „All Quadrants, All Levels”. AQAL jest poznawczym modelem, który obejmuje kwadranty (metodologie), linie rozwojowe, poziomy rozwoju, typy i stany.


[i] Poniższe ćwiczenie można robić w małych, jak i dużych grupach. Na IEC było w Sali kilkaset osób.

Przygotowanie

  • Ludzie dobierają się czwórkami i tak siadają, żeby mieć kontakt ze sobą.

Ale spokojnie można to ćwiczenie wykonywać w parach lub triadach. Dwie osoby prowadzą dialog na zadany  temat, a trzecia obserwuje i później udziela informacji zwrotnej. Aktywna strona dialogu, albo wypowiedzi, ktoś kto inicjuje wypowiedź, ma za zadanie obserwacje swojego ciała w trakcie wymiany/wypowiedzi. Po za kończeniu rundy mamy 3 perspektywy:

  • Perspektywa osoby wypowiadającej
  • Perspektywa osoby słuchającej
  • Perspektywa osoby obserwującej

Instrukcja

  • Uczestnicy mają kolejno wypowiadać się na temat zadany przez prowadzącą, w formie dokończenia rozpoczętych przez nią  zdań. Czyli test niedokończonych zdań, tylko „na żywo”; zamiast interpretacji testu przez wykwalifikowanego psychologa, informacji zwrotnej udziela grupa.
  • Osoba A, która rozpoczyna, zwraca się do osoby B, i w swojej wypowiedzi powinna skupić się na emocjonalnych skojarzeniach związanych z zadanym tematem, obrazach mentalnych i odczuciach w ciele. Czyli, co czułem, gdzie czułem , co widziałem, co myślałem, co słyszałem. Ale przypuszczam, że można niuansować w zależności od ogólnego poziomu uczestników np. dawać świadomie skojarzenia z poziomu serca, umysłu (intelektu), duszy.
  • Po zakończeniu wypowiedzi przez osobę A, pozostali uczestnicy B,C,D wypowiadają się w formie luźniej dyskusji
  • Można robić na żywo notatki

Wykonanie

  • 4 rundy po 20 min. Każdy uczestnik ma 3 min na własna wypowiedź + 2 minuty na feed-back od pozostałych uczestników. Prowadzący musi pilnować czasu
  • Każda runda zaczyna się od następującego zdania
  1. When I bring attention to my ego-self what I notice is… (Gdy kieruję uwagę na swoje ego, to co obserwuje, to…)
  2. When I bring attention to my etno-self what I notice is… (Gdy kieruję uwagę na swoją tożsamość etnocentryczną, to co obserwuje to…)
  3. When I bring attention to my worldcentric-self what I notice is… (Gdy kieruję uwagę na swoją tożsamość światocentryczną, to co obserwuję to…)
  4. When I bring attention to my kosmocentric -self what I notice is… (Gdy kieruję uwagę na swoją tożsamość kosmocentryczną, to co obserwuję to…)

Podsumowanie

  • Na koniec uczestnicy w grupach dyskutują o swoich „tożsamościach”, ze szczególnym uwzględnieniem: gdzie jest mój „punkt ciężkości”
  • Na forum ochotnicy dzielą się swoimi przeżyciami przed wszystkimi

Rekomendacje Diane:

  • Listen powerfully
  • Sustain your attention
  • Give your heart

[ii] Thomas Huebel jest dowodem na to, że Jezus Chrystus istniał naprawdę. Nie tylko przypomina fizycznie popularne wyobrażenia o wyglądzie Pana Jezusa, ale roztacza specyficzną aurę oświeconego nauczyciela. Ma w sobie magnes: charyzma, elegancja, bezpośredniość, prostota, a do tego jeszcze jest wysokim, pięknym mężczyzną. Choć nie jest muskularnej budowy  jest w nim coś atletycznego; mnie bardzo pasuje termin „duchowy kulturysta”, aby oddać ledwo uchwytne skojarzenie z Arnoldem Schwarzeneggerem. Można chyba powiedzieć Jesus Christ Superstar, ale w skromniejszym, niehollywoodzkim wydaniu. Thomas Huebel, podobnie jak słynny aktor i polityk, jest Austriakiem, ma lekko po  czterdziestce, i mieszka… w Izraelu. Zamieszkał tam z wyboru serca; jego partnerką życiową jest izraelska artystka Jehudith Sasportas. Hubel na proroka się nie kreuje, raczej wygląda „na nowoczesnego mistyka”,  którego „wiedza duchowa” ugruntowana jest we własnym doświadczeniu. Jest przewodnikiem, ale nie w znaczeniu komunikacyjnym; prowadzenia stada od punktu A do punktu B, ale w znaczeniu fizykalnym tj. zdolności przewodzenia  energii subtelnych i wymiany ich z otoczeniem. Niewątpliwie ma charyzmę uzdrowiciela, ludzie dobrze czują się w jego otoczeniu. I posiada wyraźnie wyczuwalną, choć nienachalne poczucie misji. Huebel z oblicza i wyrazu przypomina mi Jezusa Miłosiernego  z wizji Św. Faustyny Kowalskiej z tą może różnicą, że zamiast głębokiego współczującego spojrzenia, ma w oczach ironiczne iskierki, jak przystało na nauczyciela duchowego w epoce postmodernistycznej. Na pytanie dlaczego wygląda jak Pan Jezus, Hubel nieodmiennie odpowiada: „Skąd wiesz jak wyglądał Pan Jezus?”

Dodaj swój komentarz

Imię:
Twój email:
Twoja strona:
Temat:
Komentarz: